Kosą po patelni Historie kulinarne Wspomnienia kulinarne Ojca Karola cz. 13

Wspomnienia kulinarne Ojca Karola cz. 13

0

Po długiej przerwie kolejna odsłona wspomnień mojego Ojca. Tym razem kolejna przygoda na wsi i wspaniała gościnność. Mnie ślinka ciekła przy wstawianiu tekstu – głodni nie czytajcie.

Posłaniec

W połowie lat 60-tych, mama poprosiła żebym poszedł do znajomych, którzy mieszkali kilka kilometrów za miastem na wsi. Mama była chora i nie mogła wybrać się na imieniny. Pan Jan i pani Janowa jak o nich się mówiło, 24 czerwca obchodzili imieniny. Z uwagi na to, że po południu będą goście wybrałem się przed południem. Zabrałem ze sobą kolegę, który jest teraz proboszczem w Rosji, przystał na to chętnie ponieważ były już wakacje i nie było co robić a mama powiedziała, że Pani Janowa czymś dobrym nas poczęstuje.Zaopatrzeni w bukiet kwiatów i jakieś prezenty ruszyliśmy w drogę.

Pani Janowa widząc nas bardzo się zdiwiła i rozglądała się za mamą ale wytłumaczyłem, że jesteśmy sami ponieważ mama jest chora. Po złożeniu życzeń Pan Jan zabrał nas by pokazać gospodarstwo, a szczególnie zwierzęta. W tym czasie Pani Janowa naszykowała poczęstunek śmiała się że będziemy degustatorami przed wizytą gości. Tu zwracam się do młodego pokolenia, które nie wie co to Polska gościnność, a tym bardziej na wsi, gdzie wszystkie produkty były swojego wyrobu. Degustowaliśmy wszystko po kolei: wedliny własnej roboty, chleb świeżo upieczony, równego rodzaju dodatki, przegryzając ciastami – jednym słowem stół się uginał. Małe żołądki szybko się napełniły, więc pobiegliśmy dalej zwiedzać gospodarstwo. Odkryliśmy za stodołą prawdziwy kierat, który w ruch wprawiały konie. Próbowaliśmy go choć trochę przekręcić ale nic z tego. Biegaliśmy w koło i robiliśmy pompki, cel był prosty by powtórzyć degustację.

Pani Janowa powiedziała, że przed podróżą powrotną należy się posilić, bo nie dojdziemy do domu. Na takie stwierdzenie czekaliśmy, dwa razy nie musiała powtarzać i już siedzieliśmy za stołem. Z tej uczty to najbardziej zapamiętałem smak galaretki z cielęciny była przepyszna. Na koniec dostaliśmy jeszcze po talerzu rosołu. Objedzeni i obdarowani dobrociami wybraliśmy się w drogę powrotną. Po dwóch kilometrach zmęczeni postanowiliśmy odpocząć, a że przy drodze było świeże siano, więc położyliśmy się na nim patrząc na chmury szybko zasnęliśmy. Do domu dotarliśmy po kilku godzinach, do następnego dnia już nic nie jedliśmy. Żałowaliśmy że na drugi rok nie mogliśmy się wybrać jako posłańcy.

Pokaż więcej podobnych wpisów
Więcej przepisów w kategorii Historie kulinarne

Zobacz też

Wspomnienia kulinarne Ojca Karola cz. 14

Znów niestety była długa przerwa ale wracamy z kolejną opowieścią mojego Ojca. Miłej lektu…