Kosą po patelni Historie kulinarne Wspomnienia kulinarne Ojca Karola

Wspomnienia kulinarne Ojca Karola

8 min. czytania
3
0

 

To nie moje przeżycia ale mojego Ojca (też Karola i nie zakonnego), który usiadł i zaczął je spisywać. Podesłał mi wczoraj pierwszą garść i uznałem, że warto się tym z Wami podzielić. Postaram się regularnie wyciągać od Niego kolejne przygody – jeśli się spodobają będę je tu zamieszczał. Miłej lektury…


Jeżeli zadamy komuś pytanie co najbardziej lubi to długo się zastanawia i trudno jest na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Ja doszedłem do wniosku, że najlepiej wspominam potrawy jedzone w dziwnych okolicznościach lub gdy byłem głodny i jadłem coś innego niż zwykle lecz nie zawsze wiedziałem co jem.

Potrawy,których smak pamiętam do dziś lub te które miały dziwne zestawienie składników:

Pierwszą taką potrawą, którą mało kto jadł była „siara”. Co to takiego? Mleko od krowy, udojone tego samego dnia, w którym się ocieliła – pierwszy posiłek cielaka. Smaży się je na patelni i wychodzi coś jak omlet, pięknego żółtego koloru i konsystencji ptasiego mleczka. Serwuje się posypane cukrem czyli na słodko. Jadłem to w dzieciństwie i było pyszne.

Mając 12 lat wybrałem się na Warmii do znajomych mojej Mamy, którzy mieszkali w leśniczówce. Obok leśniczówki były dwa stawy a na strumyku wypływającym z jednego stawu zbudowana była zapora i mała elektrownia na potrzeby własne. Po kilkugodzinnym zwiedzaniu okolicy wróciliśmy do leśniczówki na obiad, jedliśmy na dębowym stole pod jabłonką. Gospodyni podała kurczaka w potrawce. Mięso było bialutkie i tak delikatne, że oblizywaliśmy kosteczki i palce. Wszystkie składniki były jak dzisiaj byśmy określili – ekologiczne, prawdziwa śmietana, kartofelki z leśnego ogródka z koperkiem, aromat unosił się nad stołem. Po obiedzie gospodyni spytała czy wiemy co jedliśmy. Zdziwieni spojrzeliśmy po sobie i zgodnie odpowiedzieliśmy, że kurczaki. Okazało się że były to młode jastrzębie, które wypadły z gniazda – leśniczy znalazł je w lesie. Przez przypadek jadłem danie, którego nigdy w życiu już nie spróbuję.

W latach 60-tych przez długi okres, często jedliśmy kotlety mielone, które smakowały trochę inaczej. Pytaliśmy Mamę: z jakiego mięsa są te kotlety? Mówiła wtedy, że z różnego. Wszystko się wydało jak sąsiad zlikwidował hodowlę nurtii i przestaliśmy jeść tak często ten specjał, a te które jedliśmy później były już inne. Było to moje następne doświadczenie kulinarne z serii nie wiesz co jesz ale smakuje.

Rumunia – rok 1974, moje kochane Brasov, gdzie przeżyłem kilka lat później trzęsienie ziemi. Nocowałem u znajomej, która nazywała mnie Karolik i raczyła różnymi potrawami. Jak przyjeżdżałem z Ukrainy to Ona mnie odkażała. Najlepszym daniem był wyśmienity rosół z oliwkami i domowym makaronem. Zajadałem się u niej też ogórkami konserwowanymi razem z małą zieloną papryką tzw. czuszką, wrażenie niesamowite. Smakowało jak ogórek a piekło jak papryka. Dodam, że w tamtych latach to nikt w Polsce nie widział takiej papryki. Dostawałem słoiczki na wynos i przywoziłem do domu. Następnym razem zamiast słoików przywoziłem paprykę i zrobiłem sam. Kiedyś poczęstowała mnie flakami zaprawionymi śmietaną, również ciekawe doznanie kulinarne.

Któregoś razu również w Rumunii, a byłem tam ponad 20 razy, przyjechałem z przyjaciółmi. Prawdziwa uczta: miśnieńska porcelana, srebrne sztućce i oczywiście nie mogło zabraknąć mamałygi. Koleżanki nie mogły tego przełknąć i jak Sylwia wychodziła do kuchni podrzucały swoje porcje na mój talerz. Musiałem się spieszyć bo było by to podejrzane, że one puste talerze a ja pełny. Sylwia jak wróciła zobaczyła, że jem z takim apetytem, to zrobiła mi kilka dokładek przy aprobacie pozostałych, którzy wtórowali: o tak Karolik to uwielbia. Strasznie się objadłem i przyznam się szczerze – mam dość mamałygi do tej pory.

c.d.n.

Artykuł napisał Karol Kosiński – Profil na facebook

Podziel się Swoja opinią

Śmiało, nawtykaj mi lub pochwal za to co napisałem. Każdy komentarz jest cenny. Aby skomentować musisz podać Imię lub pseudonim oraz Swój adres e-mail. Dane te są przetwarzane tylko w celu publikacji komantarza i nie będziesz otzumywać jakiejkolwiek korespondencji reklamowej. Masz prawo do usunięcia komentarzy i danych w każdej chwili. Więcej na temat warunków komentowania znajdziesz w Polityka prywatności.

3 komentarze

  1. Avatar

    Krystyna Krejner - 14 czerwca 2017 w 19:46

    a ja jadłam przepiórki,były fantastyczne,ale przepisu nie mam.Tam gdzie Karol był na wakacjach,ja również przeżyłam przygodę. Z wujkiem pojechaliśmy nad stawy rybne.Zastała nas burza(boję się do dziś panicznie)Schowaliśmy się pod bryczkę.Pioruny i błyskawice były okropne,wróciliśmy potem do domu pełni wrażeń i z kurkami wodnymi(drób wodny)smakowały znakomicie.Ciocia je upiekła….

    Odpowiedz

  2. Avatar

    Adam Siwołowski - 12 kwietnia 2019 w 16:54

    Mój tato opowiadał, że jadł w dzieciństwie wróble… Ja ostatnio miałem możliwość skosztowania koników polnych, ale nie skorzystałem…

    Odpowiedz

  3. Avatar

    Karol Kosiński - 13 maja 2017 w 19:11

    Warmia była zasiedlona przez napływową ludność z różnych stron.Rodzina mego kolegi przyjechała z Mandżurii a dokładnie z Harbinu w Chinach.Dziadek jego w sędziwych latach zażyczył sobie przed smiercią żeby babcia ugotowała mu rosół z wróbli taki jak jadali w Chinach.Koledzy zlowili kilka wróbli i babcia spełniła to życzenie.
    Szczęśliwy zmarł tylko nie wiadomo czy od rosołu czy ze starośći.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Niestety wykluczyłem ze względu na spam, możliwość wstawiania linków w komentarzach. Chcesz dodać adres Swojej strony, zrób to w polu "Witryna Internetowa", Twój komentarz w tym przypadku zostanie dodany po weryfikacji. Komentarze z linkami w treści zostaną usunięte.

REKLAMA

Zobacz też

Smaki dzieciństwa – od tego się nie uwolnisz

O smakach ogólnie porozmawiam z… no właśnie – ze sobą. Chciałbym się dowiedzie…