Powiedzmy to prosto: kiedy w prime time jurorzy nabijają się z osoby, bo nie wygląda jak wieszak, to nie jest „telewizyjna zabawa”. To jest body shaming na żywo, serwowany młodym jak instrukcja obsługi wstydu. I to ma realne skutki: gorsze samopoczucie, presja na odchudzanie „do bólu”, porównywanie się z filtrami i cudzym DNA. Irytuje mnie to, bo wiem, ile szkód robi w głowach, szczególnie młodych ludzi. Też sie odchudzam, ale robię to by być zdrowy, a nie by spełnić czyjeś oczekiwania i nie będę udawał, że „taki format”. Nie, to jest karygodne.
Najpierw fakty. Moda wróciła do kultu ultra-szczupłości
Raporty z wybiegów SS25 pokazują plateau (żeby nie powiedzieć: zjazd) rozmiarowej różnorodności. Wśród 8763 looków na czterech tygodniach mody tylko 0,8% to plus size, 4,3% mid-size. Reszta? Tzw. straight size. Tyle z głośnych deklaracji o „inkluzji”.
Ten klimat przenika telewizję. W polskim „Top Model” co sezon wraca dyskusja o wadze i „materiale na modelkę”, a widzowie regularnie punktują jury za zachowania odbierane jako upokarzające lub zwyczajnie nieprofesjonalne. Bywały afery wokół komentowania biustu uczestniczki czy „paneli” z ostrymi docinkami; co sezon wybuchają też świeże spory o sposób mówienia o ciałach. Nie musisz mi wierzyć na słowo to – się przewija od lat i wciąż wraca w serwisach rozrywkowych, łatwo sprawdzić. Jednak ostatnio prowadzący program i zasiadający w jury buce mocno przegięli i ich poziom sięgnął dna. Na oczach widzów bez skrępowania poniżali młodą dziewczynę o normalnej budowie, wytykając jej, że jest „za gruba” na standardy modelingu.
A teraz skutki. Młodzi płacą za to rachunek
Research jest brutalnie spójny: im większa ekspozycja na idealizowane obrazy (sociale, moda, TV), tym większe ryzyko niezadowolenia z ciała i zachowań z tym związanych (od restrykcyjnych diet po lęk i objawy depresyjne). Mechanizm? Porównania społeczne + internalizacja ideału = spadek samooceny ciała. Meta-analizy i przeglądy literatury nie pozostawiają złudzeń.
W polskich materiałach naukowych i przeglądach popularnonaukowych to samo: idealizowane wizerunki dokręcają presję na młodych, zwiększając ryzyko zaburzeń odżywiania i problemów psychicznych. Uczelnie i portale medyczne wprost apelują o edukację medialną i wsparcie psychologiczne.
I wisienka na torcie: relacje modelek z branży potwierdzają, że system nagradza „widocznie kościstą” sylwetkę, a „body positive” bywa tylko marketingiem. To nie odchylenie jednostek – tak są ustawione instytucje.
Dlaczego drwiny jurorów to nie „koloryt” programu?
Bo normalizują przemoc symboliczną. Jeśli autorytet w TV mówi (werbalnie lub między wierszami), że „normalne ciało” to powód do żartu, to dziecko/nastolatka internalizuje to jako regułę gry: akceptacja = bycie jak z wieszaka. I zaczyna się wyścig z własną biologią. To nie jest „motywacja”. To jest przepis na wstyd. A wstyd zabija ciekawość, relacje i zdrowie psychiczne.
„Normalna budowa ciała” to nie plan B. To… normalność
Nie każdy ma geny na 178 cm i biodro 88. I całe szczęście. Różnorodność jest naturalna: kości, mięśnie, tłuszcz – konfiguracji jest milion. Normalna budowa ciała to nie wada fabryczna, tylko statystyczna większość. Nie ma powodu, by ją ukrywać, korygować pod widzimisię rynku czy zgadzać się na sprowadzanie ciała do wieszaka.
Co z tym zrobić? (Poza wkurzeniem się, jak ja – co jest zdrowe)
Dla nas, odbiorców:
- Odklej feed od ideałów. Followuj konta z realną różnorodnością, a nie tylko „detoks soku z selera + wakacyjny kaloryfer”. Badania wskazują, że treści body-positive potrafią amortyzować część szkód.
- Rób przegląd źródeł: jeśli format zarabia na zawstydzaniu—głosuj pilotem i portfelem.
- Mów głośno, gdy widzisz body shaming. Publiczna reakcja zmienia normy szybciej niż „kampania wizerunkowa”.
Jak dla mnie program Top-Model to dno i zło w czystej postaci i nie poprzestałem tylko na wyrażeniu emocji, przez napisanie tego artykułu, ale również aktywnie wyraziłem swój sprzeciw, pisząc do redakcji i do KRRiT z prośba o ukaranie prowadzących i podjęcie kroków, mających na celu zapobieganie takim wydarzeniom w przyszłości. Ja wiem, że nie zawsze to coś da. Jednak jeśli zrobi to wystarczająco dużo osób, to może…
Dla mediów i mody:
- Transparentnie oznaczaj retusz. Zasady proste jak pas bezpieczeństwa.
- Zatrudniaj różne ciała w realnych proporcjach, nie „jedno mid-size na sezon + press release”. Liczby z wybiegów mówią same za siebie: 0,8% plus size to żart.
- Szkol jurorów i prowadzących: krytyka ma być merytoryczna (warsztat, praca, ruch, kadr), nie personalna (ciało, biust, „nogi jak…”) – to podstawy higieny komunikacji w 2025. Powtarzam: podstawy.
A Ty? Jeśli masz „normalną budowę” i czujesz, że ciągle musisz się tłumaczyć…
Nie musisz. Serio. Twoje ciało nie jest projektem open source dla jury Internetu. Masz prawo do wygody, zdrowia, ruchu, stylu i radości bez przetapiania się w format 0–4. Jasne, dbanie o siebie jest super. Ale dbanie ≠ ściganie się z czyimś ideałem. Dbaj o siłę, sen, kondycję, badania. Nie o bycie „znikającą wersją siebie”.
I na koniec do „kreatorów trendów”
Macie wpływ. Liczby, zasięgi, kontrakty. Możecie robić show bez upokarzania. Może to nie jest tak „klikalne” jak zgryźliwy one-liner, ale za to zostawia ludzi lepszych, nie połamanych. Kiedy wzmacniacie różnorodność, robicie coś więcej niż program: budujecie kulturę, w której młodzi nie muszą nienawidzić lustra.
PS. Jeśli ktoś jeszcze twierdzi, że przesadzam
To nie „wrażliwcy”. To twarde dane o spadku inkluzywności na wybiegach i o korelacji (często przyczynowej) między idealizowanymi obrazkami a niezadowoleniem z ciała i ryzykami zdrowotnymi. Nauka i raporty branżowe są po tej stronie.
Źródła, które pokazują, że to nie wymysł:
- Raport Diversity Report SS25 – na wybiegach w sezonie Spring/Summer 2025 tylko 0,8% modelek było plus size, a 4,3% mid-size. Reszta to tzw. straight size. [Business of Fashion, The Fashion Spot]
- Afery wokół polskiego „Top Model” – regularne zarzuty body shamingu i seksistowskich komentarzy jurorów wobec uczestniczek, co wywołuje fale krytyki w mediach. [WP, Plejada, TVN24]
- Badania o wpływie mediów na samoocenę ciała – jednoznacznie potwierdzają, że ekspozycja na „idealne” sylwetki w social mediach i TV zwiększa niezadowolenie z wyglądu, obniża poczucie własnej wartości i podnosi ryzyko zaburzeń psychicznych. [Frontiers in Public Health, PMC, Cambridge University Press]
- Polski kontekst naukowy – publikacje medyczne i psychologiczne wskazują, że idealizowane wizerunki w mediach przyczyniają się do rosnącej presji, zaburzeń odżywiania i obniżonego zdrowia psychicznego u młodych ludzi. [UMed, polskie artykuły naukowe]
- Relacje z branży modowej – same modelki mówią, że system nagradza „widocznie kościste” sylwetki, a body positive często kończy się na kampaniach reklamowych, bez realnych zmian. [Relacje prasowe]




