Stojąc kiedyś pod drzwiami biblioteki, zastanawiałem się, czy wszyscy w środku przeczytali już po pięć książek gościa i przygotowali pytania z przypisami. Pierwsze spotkanie autorskie potrafi uruchomić niepotrzebne poczucie, że wchodzimy na egzamin ze znajomości literatury. Tymczasem można przyjść z ciekawością, znać jedną książkę albo nie znać żadnej i nadal spędzić dobry wieczór.
Nie trzeba odrabiać całej bibliografii
Spotkanie może być początkiem znajomości z autorem, nie nagrodą za ukończenie wszystkich jego książek. Warto przeczytać opis wydarzenia, krótki wywiad albo fragment tekstu, jeśli chcemy mieć punkt zaczepienia. Nie ma jednak obowiązku nadrabiania dorobku w pośpiechu. Udawana znajomość tematu męczy bardziej niż uczciwa ciekawość.
Jeżeli wydarzenie dotyczy konkretnej premiery, opis organizatora zwykle podpowiada zakres rozmowy. Czasem autor opowiada o jednym reportażu, czasem o całej pracy, a czasem spotkanie ma formę luźnego wywiadu. Ta informacja pomaga wybrać wieczór, który rzeczywiście nas interesuje, zamiast iść wyłącznie dlatego, że nazwisko brzmi znajomo.
Mała sala bywa zaletą, nie powodem do stresu
W kameralnej bibliotece widać każdą wolną krzesło i łatwo odnieść wrażenie, że prowadzący za chwilę poprosi wszystkich o zabranie głosu. Zwykle nic takiego się nie dzieje. Mniejsza sala pozwala lepiej słyszeć rozmowę, zobaczyć reakcje autora i zadać pytanie bez walki z ogromnym audytorium.
Jeśli nie lubię siedzieć na pierwszym planie, wybieram miejsce z boku, ale nie chowam się tuż przy drzwiach kosztem słabej widoczności. Przychodzę kilka lub kilkanaście minut wcześniej, zdejmuję kurtkę i orientuję się, gdzie znajduje się wyjście, toaleta oraz stolik z książkami. Oswojona przestrzeń szybko przestaje wydawać się sceną.
Co warto sprawdzić przed wyjściem
Najwięcej praktycznych kłopotów wynika nie z literatury, lecz z logistyki. Sprawdzam dokładny adres, godzinę otwarcia drzwi, konieczność zapisów i informację o biletach. Wydarzenie bezpłatne może wymagać rezerwacji miejsca, a spotkanie w księgarni czasem odbywa się w sali ukrytej na piętrze.
Moja krótka lista wygląda tak. Sprawdzam ją jeszcze przed wyjściem:
- potwierdzenie rezerwacji lub bilet w telefonie;
- plan dojazdu i ostatnie połączenie powrotne;
- informacja, czy obiekt jest dostępny dla potrzeb uczestnika;
- książka do podpisu, jeśli już ją mam;
- woda i wyciszony telefon.
Nie zabieram kilku ciężkich tomów tylko dlatego, że może uda się zdobyć komplet autografów. Jedna książka wystarczy, a na miejscu często można kupić aktualny tytuł. Warto przy tym sprawdzić dostępne metody płatności, bo małe wydarzenia nie zawsze mają osobne stanowisko kasowe.
Słuchanie jest pełnoprawnym udziałem
Nie trzeba zadawać pytania, by mieć prawo siedzieć na widowni. Dobra rozmowa pozwala usłyszeć o procesie pisania, wyborach, porażkach i kontekście książki. Czasem najciekawszy okazuje się temat, którego nie przewidywał opis. Siedzenie w ciszy nie oznacza braku zaangażowania.
Staram się nie nagrywać całego spotkania i nie patrzeć przez ekran aparatu. Jedno dyskretne zdjęcie, jeśli organizator na to pozwala, zwykle wystarczy. Gdy robię krótką notatkę, zapisuję zdanie albo tytuł, do którego chcę wrócić. Nie próbuję tworzyć stenogramu kosztem obecności w rozmowie.
Pytanie nie musi imponować sali
Jeśli coś naprawdę mnie ciekawi, formułuję krótkie pytanie związane z tym, co padło podczas spotkania. Unikam długiego wstępu będącego właściwie własnym wykładem. Autor i publiczność łatwiej podążają za jednym konkretnym wątkiem niż za trzema pytaniami połączonymi przecinkami.
Dobre pytanie może dotyczyć decyzji podjętej podczas pracy, źródła pomysłu, zmiany perspektywy albo fragmentu rozmowy. Nie proszę o ocenę mojego rękopisu przy całej sali i nie domagam się ujawnienia prywatnych spraw. Gdy ktoś wcześniej zapyta o to samo, nie muszę ratować sytuacji na siłę. Mogę po prostu dalej słuchać.
Podpisywanie książki bez budowania przemowy
Po wydarzeniu często tworzy się kolejka. Przygotowuję książkę, otwieram stronę tytułową i zastanawiam się wcześniej, czy chcę sam podpis, czy krótką dedykację. Jeśli imię może być zapisane na kilka sposobów, podaję je wyraźnie. To ułatwia pracę autorowi i ogranicza zamieszanie.
Krótkie „dziękuję za rozmowę” naprawdę wystarczy. Można wspomnieć jedno zdanie, które szczególnie zostało w pamięci, lecz autor nie musi usłyszeć całej historii naszego życia podczas gdy za plecami czeka kilkanaście osób. Zdjęcie robię tylko wtedy, gdy jest taka możliwość i obie strony mają na nie ochotę.
Jeśli nie chcę podpisu, mogę spokojnie wyjść po zakończeniu części oficjalnej. Kolejka nie jest obowiązkowym finałem spotkania. Gdy kupuję książkę na miejscu, nie zakładam też, że autor będzie miał czas na dłuższą konsultację. Kilka uprzejmych zdań zostawia dobre wspomnienie obu stronom i pozwala obsłudze sprawnie zamknąć wydarzenie.
Samotne wyjście nie wygląda dziwnie
Na spotkania autorskie wiele osób przychodzi samodzielnie. Uwaga skupia się na rozmowie, więc brak towarzystwa nie tworzy niezręcznej pustki przy stoliku. Dla mnie to nawet wygodne: wybieram miejsce, słucham własnym rytmem i po zakończeniu decyduję, czy chcę jeszcze przejrzeć książki, czy od razu wracam.
Jeśli wolę iść z kimś, nie musi to być osoba znająca autora. Wystarczy wspólna ciekawość i zgoda, że po spotkaniu możemy mieć różne opinie. Rozmowa w drodze powrotnej często okazuje się dodatkową częścią wydarzenia, bo każde z nas zapamiętało inny fragment.
Osoba towarzysząca pomaga też wtedy, gdy miejsce jest nowe albo powrót odbywa się późnym wieczorem. Nie powinna jednak czuć obowiązku zachwytu. Jedno z nas może wyjść z listą lektur, drugie z przekonaniem, że ten autor nie jest dla niego. Taka różnica jest ciekawsza niż zgodne powtarzanie promocyjnego opisu.
Najlepsza pamiątka pojawia się dzień później
Pierwsze spotkanie autorskie warto domknąć bez natychmiastowego publikowania relacji. Następnego dnia patrzę na zanotowany tytuł, sprawdzam książkę w bibliotece albo czytam kilka stron kupionego egzemplarza. Wtedy wychodzi na jaw, czy wieczór tylko przyjemnie minął, czy rzeczywiście otworzył nowy temat.
Nie każde spotkanie będzie porywające. Czasem prowadzący nie trafi z pytaniami, sala będzie duszna, a rozmowa powtórzy informacje znane z wywiadów. Mimo to próg biblioteki przestaje być granicą dla wtajemniczonych. Następnym razem wybiorę świadomiej i wejdę bez obawy, że ktoś sprawdzi moją kartę czytelniczą oraz liczbę przeczytanych stron.




