Przez większość mojego życia siedziałem… dosłownie. Pracuję w domu, a do „biura” mam dwa metry. W pracy – przed monitorem. W domu – też przed monitorem. Godziny klikania w klawiaturę, przerywane tylko kawą albo kolejnym posiłkiem. Brzmi znajomo? No właśnie. W międzyczasie trochę spaceru do auta, trochę do lodówki – i tak mijały lata.
Słodycze – od zawsze miałem do nich słabość. Czekolada, ciastka, lody – im słodsze, tym lepiej. Potrafiłem zjeść całą tabliczkę czekolady „do kawy” i jeszcze poprawić batonem. To nie była już tylko przyjemność, ale wręcz uzależnienie od cukru. Każdy stres, zmęczenie czy nuda kończyły się w kuchni, z ręką w paczce ciastek. Dopiero po czasie zrozumiałem, jak bardzo to napędzało problem z wagą i wpływało na moje zdrowie.
Przez 20 lat prawie nie zaglądałem do lekarzy. „Bo po co? Czuję się dobrze” – tak wtedy myślałem.
Jak się później okazało – to była głupota, której teraz już nikomu nie polecam. Jakieś 10 lat temu pojawiło sie Hashimoto, o którym nie wiedziałem. Efekt dodatkowe problemy i nagły wzrost wagi.
Kiedy stuknęła mi pięćdziesiątka, coś mnie tknęło. Może to był moment, w którym uświadomiłem sobie, że już nie mam tej samej energii, co kiedyś. Może świadomość, że plecy bolą od siedzenia, a schody na drugie piętro to wyzwanie. A może zadecydował moment u lekarza gdy zmierzył mi ciśnienie i sie okazało że mam 180/110 i chciał wzywać pogotowie.
Zrobiłem badania. I bum – wyszło wszystko naraz: nadwaga, początki cukrzycy, nadciśnienie, Hashimoto. Krótko mówiąc – pełen pakiet, który jasno powiedział: „Stary, czas się ogarnąć”.
To nie będzie fit-serial z internetu
Tak powstał pomysł na #Lekkie50Plus. Ale uprzedzam – to nie jest kolejny projekt, w którym facet nagle zaczyna biegać maratony, pić zielone koktajle i robić pompki na plaży. Nie będzie tu cudownych diet, modnych detoksów ani wciskania „sekretów” w formie płatnych e-booków. Będzie za to szczere życie faceta po 50-tce, który próbuje być lżejszy – na wadze i w głowie – ale robi to po swojemu. Z humorem często dziadowskim, czasem z autoironią, z potknięciami, ale też z sukcesami, które dają satysfakcję (mam nadzieję).
Co tu znajdziesz?
Będzie o odchudzaniu – jasne, bo mam cel: -40 kg. Ale to tylko jeden z wątków. Bo życie nie kończy się na liczeniu kalorii.
Będzie też o:
- wspólnym gotowaniu – pokażę, jak robić jedzenie, które jest i smaczne, i zdrowsze,
- moich pasjach – tych starych i nowych, które odkrywam po pięćdziesiątce,
- spacerach z psem – bo pies nie pyta, czy masz siłę, tylko czy idziemy,
- codziennych momentach – zachód słońca, wyjście z żoną na miasto, poranna dawka leków i przemyślenia
- ciekawe miejsca – które mogą zainteresować ludzi w moim wieku.
Chcę pokazać, że po pięćdziesiątce można żyć lekko – i wcale nie chodzi tylko o kilogramy.
Dlaczego publicznie?
Po pierwsze – dla siebie. Publiczne mówienie o tym, co robię, sprawia, że trudniej odpuścić. Po drugie – dla innych facetów (i kobiet też!), którzy myślą, że po 50-tce jest już „za późno” na zmiany. Po trzecie – bo może ktoś z Was ma podobną historię i znajdzie tu trochę motywacji albo po prostu towarzystwo na tej drodze.
Nie będę udawał, że wszystko pójdzie gładko. Będą gorsze dni. Będą chwile, w których waga nie drgnie. Ale będzie też masa małych zwycięstw – i to właśnie chcę pokazywać.
Jak możesz mnie wesprzeć?
Jeśli chcesz być częścią tej drogi – obserwuj media społecznościowe Kosą po patelni, lub znajdziesz mnie zawsze po tagu: #Lekkie50Plus. Jestem na TikToku, YouTube, Instagramie i Facebooku. Tam zobaczysz krótkie filmiki, codzienne aktualizacje i momenty z życia, które nie trafią na bloga.
Tutaj – na stronie – będą dłuższe wpisy, przepisy, przemyślenia i konkretne efekty.
💬 Zostaw komentarz, polub, udostępnij – to drobiazgi, które naprawdę robią różnicę.
A jeśli masz swoje doświadczenia z odchudzaniem po 50-tce albo po prostu chcesz pogadać – napisz. Lubię rozmawiać i wymieniać się historiami.
Do zobaczenia – i pamiętaj: po pięćdziesiątce też można żyć lekko.



