Byłem prawie zdrowy, póki się nie zacząłem badać

Kosą po patelni

Niby prawda, ale nie – w tytule to raczej ponury żart i przestroga dla takich jak ja – twardzieli, co to lekarza oglądać nie chcą. Ja też nie chciałem i ponad 20 lat do przychodni wszelkiej maści, bez jakiejś wyraźniej potrzeby, nie zaglądałem. Antybiotyków nie brałem, nic mi nie było w zasadzie, przeziębienia jakieś i tyle.

Tyle, że jakieś 10 lat temu zacząłem tyć. I to bardzo. Wzrost wagi w ciągu roku, czy półtora, o 30 kilo, potem jeszcze kolejne 10. Zrzucałem to na przekroczenie 40-tki, spowolnienie metabolizmu i takie tam pierdoły. Jadłem dużo słodyczy, mało sie ruszałem – no to pewnie od tego i okresowo się za siebie z mocnym postanowieniem poprawy brałem. Chudłem kilka kilo i znów powrót do starego stanu. W zeszłym roku w styczniu osiągnąłem 136 kg. I to już była mocna przesada. Otyłość to choroba, jednak ja nie uznawałem by była konieczność pójścia do lekarza.

Wyjechaliśmy z Kasią na wczasy. Ruch, dieta świeże powietrze pomogły. 10 kg mniej po powrocie. Dalsze odstawienie słodyczy i dieta spowodowało utrzymanie tej wagi, a to już było coś. Jednak zejście niżej było cudem. W pewnym momencie musiałem zatrudnić się w nowej firmie. Badania do pracy, mierzenie ciśnienia i zdziwiony wzrok lekarza: „a Pan to się dobrze czuje?” – oczywiście jak młody ptak – „z tym ciśnieniem to raczej dziwne: 190/128”.

No i się zaczęło – głównie przez Kasię (albo dzięki niej), bo truła stale bym sie przebadał. Czego facet nie zrobi dla świętego spokoju, no i też 50-tka zaraz, więc może przegląd warto zrobić. Wizyta u internisty i zalecenie by wykonać badania krwi, moczu, zapisywać ciśnienie i ogólne zmiany samopoczucia. Po 2 tygodniach skierowanie do kardiologa i na echo serca. Ciśnienie stale wysokie między 160 a 180, bóle głowy dość częste.

Przyszły wyniki krwi – całkiem spoko: cholesterol w normie reszta też, a nie przepraszam TSH prawie 8. Co to kurna znaczy? Internet podpowiada: niedoczynność tarczycy – kurna zaraz pewnie umrę. No więc do lekarza. Pokazuje te wszystkie badania i raptem robi się lista chorób. Podejrzenie Hashimoto – e tylko 1% facetów na to choruje – niemożliwe. Ale endokrynolog konieczny. U kardiologa echo serca wykazało przerost lewej komory serca, otyłość, nadciśnienie, jakimś cudem cukrzycy nie ma, albo raczej jeszcze nie ma. I co dalej: USG tarczycy konieczne i biopsja jeśli będzie trzeba. Szczerze to bałem sie tej wizyty – może jakieś guzy albo co.

„Piękna ta Pana tarczyca tylko mała” – tak brzmiał wynik badania – ufff. Choroba Hashimoto, znana również jako autoimmunologiczne zapalenie tarczycy. Przewlekła choroba autoimmunologiczna, która prowadzi do uszkodzenia tarczycy – u mnie już prawie pół zjadła. „Pan się nie martwi to teraz modna choroba – jak Pan działa na Internecie, to będzie o czym pisać”.

I wiecie co nie ma o czym. Jak się wgryzłem w temat to okazało się, że choroba wcale taka straszna nie jest, o ile się nie ma z nią za wiele chorób innych powiązanych. Trzymać dietę która w moim przypadku polega głównie na tym by odżywiać się zdrowo, regularnie i dbać o różnorodność tego jedzenia. Tak, nie trzeba jeść bezglutenowo, jak się np. nie ma celiakii i nie ma problemów z jelitami. Tak samo nie każdy ma cukrzycę i nie każdy musi unikać składników wolotwórczych. Wole powoduje inna zupełnie choroba. Ogólnie jak sie naczytałem w Internecie, co niektórzy wypisują, to się poczułem bardzo umierający. Na szczęście moja Pani doktor jest zdroworozsądkowym człowiekiem i trochę mnie uspokoiła. 1 tabletka rano do końca życia pozostaje jednak faktem a na długośc życia bezpośrednio ten japoński twór chorobowy nie wpływa negatywnie. Dziwne zawsze fascynowała mnie kultura Japonii i proszę mam chorobę z japońską nazwą.

Gdy zacząłem brać lek na tarczycę – zaczęły działać leki na nadciśnienie. Zaczęły działać leki na nadciśnienie – poprawiła sie aktywność i kondycja. Poprawiła się też chęć do życia – zacząłem chudnąć i zszedłem poniżej magicznego 120 kilo. Plan: dojść do 100 zaczyna być mocno realny.

I co? No i pstro, tak naprawdę. Jak to Panie, które sie mną opiekują w przychodni stwierdziły zgodnie, to jak na mój poziom „zapuszczenia się”, wiek i wielkość, to i tak źle nie jest. Niby coś tam nie tak, ale poprawimy. Łykam garść tabletek, witamin i suplementów co rano. Chodzę na spacery, latam po górach, myślę co jem, wykluczyłem kawę, herbatę i słodkie napoje z diety, prawie w ogóle nie jej słodyczy i czuje sie wiele lepiej. Chudnę, oddycham spokojnie po wysiłku, ogólnie daje radę. Jaki z tego wniosek. Jeśli facet koło 50-tki mówi, że nic mu nie jest i jest zdrowy jak koń – to z niego głupia kobyła i zwyczajnie nie jest zdiagnozowany i sam sie oszukuje. Panowie badajcie się póki to wszystko jest w fazie, w której można sprawnie zareagować i podjąć leczenie. Chyba lepiej teraz niż za późno.

Poleć ten wpis innym
2 komentzrzy
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Lamotek.pl

Oj tak, regularne badania to klucz!

Szpileczkiibabeczki

Karolu, ja mam 32 lata i już latam po lekarzach z kręgosłupem, tarczycą, żoładkiem i nerkami. Od tarczycy sama głowa mi się kładła, w dzień to była masakra, mogłabym spać przy tornadzie. Przychodził wieczór sen odchodził i pół nocy nie spane. Odstawiłam tylko gluten w większym stopniu, czyli nie jem chleba, makaronów i typowo mącznych rzeczy i czuję się o niebo lepiej. Hashimoto ma różne objawy, na szczęście u mnie bez dodatkowych chorób. Życzę zdrowia 👍