Kosą po patelni Miejsca i ludzie Le Papillon Noir – Francja w Katowicach

Le Papillon Noir – Francja w Katowicach

0

Przechodziłem koło tego lokalu nie raz i zawsze intrygowała mnie i nazwa i to, że z zewnątrz wyglądała na małą przytulną francuską knajpkę z klimatem. Jakoś okazji, by zajrzeć nie było bo jak się gotuje w domu, to wychodzi się gdzieś coś zjeść, niestety tylko okazjonalnie. Zbliżały się urodziny Nuti, a że Ona uwielbia takie klimaty, więc stwierdziłem – może tam. Trochę w ciemno bo na stronie lokalu niestety niewiele się dowiedziałem (zboczenie zawodowe sam robię strony to wymagam by wszyscy mieli ładne, tej nie polecam, ale na facebook dowiecie się więcej), zaryzykowałem i poszliśmy.

I zero zaskoczenia, ale w tym pozytywnym sensie – było tak jak sobie wyobrażałem. Ciepło, miła atmosfera, przyjazne kolory, delikatna muzyka w tle, wygodne kanapy i fotele, kwiaty, pyszne ciasta w gablotach a w menu bardzo francusko. Zamówiliśmy dania, po lampce wina i deser. Mieliśmy trochę czasu by przyjrzeć się wnętrzu. Nuti zwraca uwagę na szczegóły a ja na ogólny odbiór dlatego lubię chodzić z Nią w takie miejsca. Sam np. bym nie dostrzegł pięknie wykonanego sufitu czy żyrandoli (niezbyt często patrzę w niebo). Powiem szczerze, że byłem głodny i bardziej patrzyłem czy już ktoś niesie moje jedzenie. Wszystko jednak urządzone ze smakiem co sprawia, że ogólnie czuliśmy się świetnie.

Mam moje jedzonko. Oczywiście zamówiliśmy dwa różne dania by spróbować więcej, jak i dwa różne wina (czerwone i białe) i desery. Podjadanie z talerzy jest fajne, no i mniejsze ryzyko, bo można się wymienić. Tu nie musieliśmy. Risotto z krewetkami było cudne, sycące i delikatne. Krewetki całkiem spore, przyjemnie chrupały pod zębami, kontrastując z aksamitnym ryżem. Smak na 5+. O drugim daniu się nie wypowiem bo dostałem tylko na końcówce widelca kawałek, chyba by mi przykro nie było. Znaczy to jednak, że skoro się dzielić nie chciała to miała do tego dobry powód.

I powiem szczerze, tak najadłem się tą porcją, że już na niewiele miałem ochotę. Niestety zapomniałem o deserze, który przyniosła nam przemiła Pani kelnerka. Musieliśmy chwilę odpocząć delektując się winem. Ciasta jednak uśmiechały się z talerzy i co mogliśmy począć. Sernik i jabłecznik. Znów o cieście z jabłkami nic nie powiem bo tym razem w ogóle nie dostałem. Za to sernik całkiem smaczny. Bardziej jak ciasto domowe niż wyrób cukierniczy szczególnie, że dostałem go z naprawdę wyśmienitą, kwaskową konfiturą. Miałem problem by wyjść z tego lokalu. Raz, że tak miło się tam spędzało czas a dwa, że tak się przejadłem. Na szczęście nie zamówiłem jeszcze zupy a cebulowa kusiła.

W karcie znajdziecie takie rzeczy jak wspomniane risotto, duży wybór naleśników (na które idę następnym razem), sałatki, polędwiczki wieprzowe, kaczkę czy tagliatelle. Z deserów, ciasta i desery lodowe. Pyszna jest też kawa. Jak tam byłem, widziałem też w karcie żabie udka a na stronie ich nie ma, więc albo żaby uciekły albo nie wszystko podane na stronie. Ceny całkiem rozsądne, szczególnie za tą ilość jedzenia, tak ładnie podanego.

Jakieś minusy? Może jeden, ale drobny. Sam się nie zainteresowałem porządnie kartą win i szczerze to nie pamiętam czy w ogóle była a kelnerka spytała tylko czy czerwone czy białe. Tak jakby jedno było w lokalu w dwóch kolorach. Potem było już za późno na wybrzydzanie. To, które dostałem w standardzie, okazało się nawet fajne. Tak więc to raczej moje niedopatrzenie. Ale tak jest jak głodny wchodzisz do lokalu, gdzie pachnie cudnie. Traci się głowę.

Podsumowując – spędziliśmy w „Motylku” urocze popołudnie. Mała, francuska restauracja z klimatem, pod czarnymi skrzydłami w czarnym regionie Katowic. Mogę z czystym sumieniem to miejsce polecić Wam. A jak tam zawędrujecie to podzielcie się ze mną Swoimi wrażeniami.

Le Papillon Noir – Katowice, Gliwicka 49 – Polecam!

Profil na facebook: https://www.facebook.com/Le-Papillon-Noir-1721555821415014/

Pokaż więcej podobnych wpisów
Więcej przepisów w kategorii Miejsca i ludzie

Zobacz też

Mielone z indyka z warzywami i sosem pomidorowym

Jak to zobaczyłem to mi ślinka ciekła i żałowałem, że to nie na moim talerzu. Przepis dała…